piątek, 16 stycznia 2015

Jak udaremniłem zamach terrorystyczny lepiej niż FBI

Nie wiem, czy słyszeliście o 20 latku, który chciał wysadzić Kapitol i powystrzelać polityków. Ponieważ działalność taka jest w USA zabroniona*, FBI go złapała i zamknęła do więzienia. A jak tego dokonali?

Dyskretna Reklama

Koniec Dyskretnej Reklamy

Według oficjalnych informacji cała sprawa wyglądała tak: 20 latek szukał w internecie sposobów na budowę prostej bomby i kupił sobie karabin. Na Facebooku wypisywał, że jest zwolennikiem Państwa Islamskiego i że będzie robił Dżihad. Co prawda do Waszyngtonu nawet się nie zbliżył, ale FBI sygnałów takich nie zlekceważy. Posłała więc do niego swojego tajnego współpracownika, TW (których oni nazywają "informatorami"), żeby kolesia wybadał. No i Dżihadysta - amator chętnie opowiedział informatorowi, kogo zastrzeli a kogo wysadzi i w jakiej kolejności, a nawet pokazał mu stosowną listę (w myśl słów piosenki "tej nie kocham, tej nie lubię, tej nie pocałuję, i bombeczkę zmajstrowaną wszystkim podaruję")

Aresztowanie to przedstawiane jest jako wielki sukces FBI. Dowód, że amerykańska policja federalna, w odróżnieniu od stanowej, potrafi coś więcej, niż jedynie strzelać do Murzynów, oraz dusić Murzynów policyjną pałką. Dowód, że FBI to służba, która nie lekceważy żadnych sygnałów. I ja też żadnych sygnałów nie lekceważyłem, na dowód czego przytaczam następującą historię.
Pewnego razu dwóch fizycznych pracowników zostało wyrzuconych z jakiegoś biura czy czegoś takiego. W każdym razie z placówki, gdzie pracowała inteligencja. Robotników wyrzucono z pracy za pijaństwo, co w PRLu było dość nietypowe. Nie dlatego, że w PRLu się nie piło - przeciwnie - picie w pracy było tak powszechne, że trzeba było zrobić coś naprawdę niedobrego, żeby z tego powodu stracić pracę. No i jeden ze zwalnianych robotników uważał, że jego zachowanie nie było wystarczająco ekstremalne, żeby zasłużyć na taki los. Opuszczając zakład pracy tłumaczył więc drugiemu, że "Tą budę całą to wysadzić trzeba w powietrze razem z tymi idiotami tam!". Nieostrożne słowa, bo SB miała uszy wszędzie.

Odpowiednia informacja o wydarzeniu trafiła na moje biurko. A ja miałem zasadę. Jeśli ktoś mówi o wysadzeniach i podpaleniach, to trzeba interweniować. Założyłem więc sprawę i uzyskałem nakaz przeszukania.

Weszliśmy o 6:05. Weszlibyśmy o 6:00, ale pięć minut zajęło nam dobijanie się do drzwi. W końcu "terrorysta" nam otworzył. Jego stan sugerował słuszność decyzji kadrowych podjętych w jego byłym miejscu zatrudnienia. Najzabawniejsze jednak, że nasza wizyta go zupełnie nie zdziwiła. Nie usłyszeliśmy od niego ani "dzień dobry", ani "o co chodzi", tylko:
- Matka! Matka!
- Co! - padło z głębi mieszkania
- Mendy znowu przyszły szukać!
- To co, mam wstawać?
- A śpij se, niech szukają!
- No to śpię!
 I faktycznie, poszła spać.

U "terrorysty" nie znaleźliśmy nic godnego uwagi. Być może, gdyby miał internet, moglibyśmy coś wycisnąć z historii przeglądarki, ale niestety pan ów, podobnie jak w tamtym czasie 100% pozostałych mieszkańców globu, internetu nie posiadał. Zostało mi tylko zaprosić człowieka na komendę na rozmowę profilaktyczno-wychowawczą, której wątek przewodni stanowiła potrzeba liczenia się ze słowami i trzymania gęby na kłódkę. Na tym sprawę zakończono, a o "terroryście" więcej złego nie słyszałem.

Czy warto było człowieka (i jego matkę) z rana budzić? Oczywiście, że tak. Choć koledzy dokuczali mi, że się za takimi drobnymi sprawami uganiam, i tak robiłem swoje. Bo sprawdzenie takich sygnałów było w procedurze, a te nie biorą się z nieba, tylko z doświadczenia. Przed wysadzeniem auli w Opolu SB też miała odpowiednie sygnały, ale je zlekceważyła. Za to terrorystę Niesiołowskiego udało się na szczęście we właściwym czasie wykryć i wsadzić do więzienia.
---------------------------------
* Chyba, że władza stała się despotyczna. Amerykańska Deklaracja Niepodległości mówi, że w warunkach rządów tyranii zmierzających do zniewolenia ludu USA, lud ten ma prawo i obowiązek władzę taką usunąć siłą.

Dyskretna Reklama

Koniec Dyskretnej Reklamy


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz