poniedziałek, 15 czerwca 2015

O tym jak zbierałem metadane, zanim to było modne

Cała Polska żyje odgrzewaną aferą podsłuchową. Pomyślałem więc, że i ja napiszę coś o podsłuchach. A że parę tygodni temu Przywódca Wolnego Świata Prezydent Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, Noblista Barack Obama otrzymał autoryzację od kongresu na dalsze zbieranie informacji o połączeniach telefonicznych swoich obywateli, pomyślałem że opowiem, jak ja, będąc oficerem Służby Bezpieczeństwa, podsłuchiwałem obywateli PRL.

Dyskretna Reklama

Koniec Dyskretnej Reklamy

Jak wyglądało zakładanie podsłuchu opozycji politycznej w Polsce Ludowej? Wbrew pozorom nie było to tak proste, jak mogłoby się wydawać. Najłatwiejszy był podsłuch telefoniczny. Na jego instalację potrzebowałem jedynie zgodę Szefa do Spraw Służby. Z grubsza rzecz biorąc w każdym z 49 województw był jeden taki człowiek. Gorzej było z podsłuchem pokojowym. Tu zgodę musiał wyrazić chyba sam minister spraw wewnętrznych. Skąd ta różnica?

Jeśli ktoś pomyślał o poszanowaniu prywatności obywateli PRL przez Władzę Ludową, to niestety się myli. Chodziło przede wszystkim o zasoby. Ludzi, czas, pieniądze. Bo żeby założyć podsłuch telefoniczny, wystarczyło udać się do Wydziału "T" (Technika) z odpowiednią zgodą wzmiankowanego Szefa i złożyć odpowiednie zlecenie. A oni już to załatwiali. A jak? Nie mam pojęcia. I nie obchodziło mnie to, bo u nas obowiązywała tajność i nie należało zadawać pytań spoza swojego zakresu zainteresowania. Natomiast zakładanie podsłuchu pokojowego rodziło potrzebę fizycznego wejścia gdzieś w okolicę mieszkania. Jak się dało, to wchodziło się do sąsiada, z legendą "elektryka" czy "gazowni". Ale jak to miał być jakiś domek, to się robiła duża, kosztowna i ryzykowna operacja. Więc z natury rzeczy zgodę na nią musiał wydawać ktoś postawiony naprawdę wysoko. 

Właśnie z uwagi na te trudności niemal zawsze kazałem instalować podsłuchy telefoniczne. Ale nie lubiłem tego robić. Czemu? A no temu, że potem trzeba tych taśm słuchać. Słuchać i wyciągać wnioski. A to jest strasznie nudne zajęcie. Dlatego najważniejszą rzeczą było umieć wybrać, co nagrywać. Bo im mniej jest nagrane, tym mniej trzeba słuchać. Ale nawet te "wartościowe" rozmowy brzmiały najczęściej tak:
- A tam z tym tam ten to co?
- Aaa... wiesz, nie że ten, ale wiesz, tamten mówi że chyba.
- A ten drugi?
- A !@@#$@#!%$#~!! dupa
I to wtedy, jak opozycja demokratyczna nie mówiła szyfrem. Głupie "przywieźli ziemniaki" "Świetnie, zakopcie je w ogródku" sprawiały, że bardzo trudno było nam się domyślić o co chodzi. Dlatego dla mnie zawsze najważniejszy był agent. 

Ale to dygresja. Wróćmy do zagadnienia "co nagrywać"? Opowiem na przykładzie następującej historii. Pewnego razu prowadziłem sprawę takiego jednego figuranta (czyli opozycjonistę, którego miałem na oku). Nie bardzo miałem wokół niego agentów, więc kazałem mu założyć podsłuch telefoniczny. Technikowi, który zajmował się fizyczną stroną zagadnienia wytłumaczyłem mniej więcej, które połączenia mogą być interesujące, a które nie. Z resztą technik sam był doświadczony i wiedział co i jak. Po paru dniach dostałem więc odpowiednie taśmy i spis wszystkich połączeń figuranta. 

Choć czytelnicy mogą sądzić, że na wzór hollywoodzkich bohaterów rzuciłem się natychmiast na taśmy, w rzeczywistości zapaliłem papierosa i zacząłem przeglądać zapisy połączeń, dziś nazywane bilingami. W zestawieniu moją uwagę przykuł jeden z powtarzających się numerów. Pojawiał się dość rzadko, za to w bardzo różnych porach. Również rozmowy były dość krótkie. Dziwne. Napisałem więc do archiwum, żeby sprawdzili mi co to za numer. Okazało się, że to jakaś... lodziarnia. Coraz bardziej mi to nie pasowało. 

Poszedłem więc do techników i kazałem im ten numer nagrywać. Bardzo się zdziwili, mówili, że jak dla nich to bez sensu, ale to ja byłem gospodarzem sprawy i musieli się słuchać. Po paru dniach dostałem kolejną porcję nagrań. I faktycznie, z pozoru nic tam niedobrego słychać nie było. Ot, takie tam towarzyskie rozmowy. Jednakże w pewnym momencie padło coś o załatwianiu mleka w proszku. "No to cię mam" - pomyślałem. 

Bo trzeba sobie uświadomić, że PRL było państwem deficytu. Wszystkiego zawsze brakowało, a zaopatrzenie w mleko w proszku bywało szczególnie trudne,  bo z jednej strony potrzebny był matkom (nie było wtedy trwałego mleka UHT), z drugiej wielkim przetwórniom mleczarskim, z trzeciej zaś, drobnym zakładom, w tym właśnie lodziarniom.  

Wyszedłem wiec z założenia, że nasz lodziarz handluje na boku. A zyski z handlu - rozwijałem dalej swoją paranoję - przeznacza, przynajmniej w części, na działalność opozycyjną. I jeśli nie położę temu kresu, to się lodziarz rozzuchwali i jeszcze zacznie opozycjonistom lokal udostępniać. A do tego dopuścić nie było wolno. Należało przeciwdziałać. 

Przeciwdziałanie, całe szczęście, okazało się bardzo proste. "Zaprosiłem" lodziarza na komendę na rozmowę. Kiedy przyszedł, posadziłem go u siebie w pokoju i spokojnie wytłumaczyłem mu, że:
  1. Że ja wiem, że prowadzi nielegalny handel mlekiem w proszku
  2. Że wiem, że robi przewały na księgowości
  3. Że domyślam się, że poziom higieny w jego zakładzie mógłby zainteresować SANEPID, szczególnie jeśli to ja poproszę o kontrolę.
Wysłuchawszy tego lodziarz zbladł. W naszym wewnętrznym żargonie nazywało się to "skutecznym stworzeniem przyjaznego klimatu do rozmowy". Jeszcze zanim zdążył wydukać jakieś usprawiedliwienia uśmiechnąłem się i kontynuowałem. 

W drugiej części mojej wypowiedzi zacząłem go przekonywać, że wiem jeszcze jedną ciekawą rzecz. Że wiem, że kusi go działalność antypaństwowa. I że to jest coś, czego ja wybaczyć nie mogę. I że ja go bardzo serdecznie proszę, żeby zechciał się od takiej działalności powstrzymać. A w zamian za to ja mu solennie obiecuję, że ode mnie Wydział Przestępczości Gospodarczej o jego przewałach się nie dowie. Nie obiecywałem, że się nie dowie. Obiecywałem jedynie, że Służby Bezpieczeństwa, to nie interesuje. 


Lodziarz wybąkał jakieś zapewnienia i wyszedł na miękkich nogach. Nic mu nie kazałem podpisywać. Nie było potrzeby. Właściwie już wtedy byłem przekonany, że zagadnienie lodziarni jako ewentualnej bazy dla opozycji demokratycznej zostało zdecydowanie i ostatecznie przekreślone. 

I tak też było w istocie. A skąd wiem? Ano z podsłuchu telefonicznego. Kolejna rozmowa lodziarza z figurantem okazała się najbardziej znacząca. I to nie dlatego, że była szczególnie emocjonalna, ani ze względu na użyte w niej wyrazy, których nie śmiem tu powtarzać. Była najbardziej znacząca dlatego, że była ostatnią telefoniczną rozmową tych dwóch osób. 

A mi o nic więcej w tej sprawie nie chodziło. 

Morał:
Mam nadzieję, że w historii tej pokazałem, jak ważne są "metadane", a wiec dane o tym kto, do kogo i kiedy dzwonił. Więc gdy słyszą Państwo, że USA zbierają "tylko" metadane, proszę nie dać się uspokoić. To właśnie one są najważniejsze. Ale żeby były użyteczne, konieczna jest umiejętność inteligentnej analizy tych danych. W SB źródłem inteligencji byliśmy my - funkcjonariusze. Stany Zjednoczone natomiast, nie wiedzieć czemu, muszą posiłkować się inteligencją sztuczną. 
Dyskretna Reklama

Koniec Dyskretnej Reklamy



23 komentarze:

  1. to posiłkowanie się inteligencją sztuczną jest zapewne skutkiem masowości podsłuchu. Teraz podsłuchuje się wszystkich i algorytmy mają za zadanie wyłapać te ciekawsze wzorce połączeń. Zapewne agenci wkraczają w późniejszej fazie. Teraz wszystko jest łatwiejsze dzięki technice cyfrowej - zarówno gromadzenie, przetwarzanie jak i usuwanie danych. O wiele grubsze sprawy można wykonać a potem wymazać z dysków. Palenie czy szrederowanie akt jest o wiele bardziej żmudne.
    A jak już jestem przy mikrofonie to czy w pracy tej zdarzały się jakieś formy przekupstwa/łapówek ze strony wywrotowców? Trudno mi sobie to wyobrazić ale może coś takiego miało miejsce? Może da się to opisać w obszernym poście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komentarz. Co do przyczyn korzystania ze sztucznej inteligencji przez Amerykanów, to, patrząc wąsko, ma Pan rację. Patrząc jednak szerzej, nasza inteligencja wrodzona umożliwiała rezygnację z początkowego inwigilowania wszystkich i od razu skupieniu się tylko na tych, co trzeba. Czy to było skuteczne? Nie do końca, co udowodnił rok 1980, kiedy to zbuntowali się robotnicy, a nie spenetrowana przez nas inteligencja. Mieliśmy wtedy spory kłopot.

      Co do łapówek... Z pionów milicyjnych w łapę brali drogówka i wydział przestępczości gospodarczej. Bo mieli za co i od kogo. W Służbie Bezpieczeństwa łapówki mogli brać ludzie z wydziału paszportowego, bo znowu mieli za co (za przyspieszenie wydania paszportu) i od kogo (za granicę to nie biedacy chcieli jechać). Zaś my, w departamencie III nie mieliśmy od kogo wziąć łapówki, bo nasi adwersarze to byli generalnie gołodupce, którym w życiu nie wyszło, więc się wzięli za politykę. Nie mieliśmy też za co wziąć łapówki. Za przymknięcie oczu na działalność antypaństwową? To przecież by zaraz u innego kolegi wyszło!

      Owszem, było kilka przypadków w skali kraju, kiedy to jakiś oficer SB zdradzał służbę i dawał informacje opozycjonistom. A potem szedł za to do więzienia, bo takie sprawy zawsze wychodziły na jaw. A poza tym do dep. III naprawdę dobieraliśmy ludzi o odpowiednim kręgosłupie ideologicznym, więc - przynajmniej w moim odczuciu - temat korupcji nawet nie pojawiał się na horyzoncie myślowym.

      Usuń
  2. O "inteligencji" w USA coś wiem bo tam długo mieszkałem. Zwłaszcza ciekawe jest to że u nich wywiad też się nazywa "inteligencja" i nie ma na to innego pozytywnego słowa, co prowadzi do oczywistego dowcipu że wojskowa inteligencja ma tyle do czynienia z inteligencją co wojskowa muzyka z muzyką.

    Ale do sedna sprawy. Amerykanie, wbrew temu w co wciąż wierzą wszystkie głupki w Polsce, to naród no cóż debili. Jakieś 50 lat temu było zupełnie inaczej, ludzie czytali książki, mieli pojęcie o świecie a dzisiaj jest tak że bez milionów ludzi wykształconych poza USA tam nie byłoby inżynierów ani programistów ani lekarzy. Non stop pracuje tam na wizach około 50 milionów ludzi wykształconych poza USA (duża część z krajów słowiańskich), co jest ciekawe zwłaszcza z tego powodu że po 5-ciu latach takiej pracy legalnie ma się prawo do obywatelstwa.

    Natomiast w resortach "siłowych" w USA wciąż próbują zatrudniać swoich. Prowadzi to do takich zabawnych sytuacji. Przyjęcie firmowe w pracy mojej dziewczyny. Mąż jednej z koleżanek dziewczyny wszystkim oznajmia że pracuje w wywiadzie wojskowym (bardzo dobre posunięcie, nadawać o tym wszem i wobec). Ale z nudów go wypytuję co tam robi. No więc jest specjalistą od Korei Północnej. To mnie zaciekawiło. I pytam - no to na pewno zna pan biegle koreański. On mówi że nie, że on jest od analizowania danych więc nie zna języka bo to inna specjalność. No to ja pytam że jak może analizować cokolwiek jak nie zna ich języka. Wiec mówi że mają tłumacza (jednego - urodzonego w Korei) na 10-ciu analityków. Tutaj od razu mi się przypomniał pewien dowcip o milicjantach z PRLu który do amerykańskich służb pasuje jak widać o wiele lepiej, ale nie miałem serca mu go przetłumaczyć. Analizowanie czegokolwiek jak się nie ma o tym żadnego pojęcia ma oczywiście bardzo dużo sensu.

    Z czasem doszedłem do wniosku że wszystkie agencje rządowe USA są podobne do naszego ZUSu a to już coś mówi.

    Pozdrawiam - wspaniała zabawa tutaj.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za pouczający komentarz! Przypuszczałem, że wywiad US of A może być kiepski, no ale bez przesady... Aż się wierzyć nie chce...
      Dziękuję serdecznie i chętnie usłyszę więcej!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Bardzo ciekawy blog - nieczęsto ma się możliwość poczytać coś od ludzi 'z tamtej strony'. Zasadniczo chyba bardziej ufam staremu bezpieczniakowi niż styropianowej opozycji (gdzie też niewiadomo ilu z nich to TW). Pan jest przynajmniej szczery wobec siebie i ludzi.

    Ciężko określić Pana lata służby - pisał Pan, że w 3RP zabrakło Panu pół roku do emerytury. Czyli zakładam, że do służby wstąpił Pan w latach '70. Ja chciałem jednak zapytać na temat czasów wcześniejszych. Bo lata '70 i później to już można powiedzieć względna cywilizacja.
    Jak po złagodzeniu kursu odnajdywali się w służbie starzy wyjadacze z czasów SB nazywała się UB? Wy poza wpadką z księdzem Popiełuszką czy Przemykiem raczej nie byliście kontynuacją metod typu wyrywanie paznokci czy sadzanie ludzi na odwróconym stołku. Jak tacy ludzie odnajdywali się później? Czy przechodzili nad tym do porządku dziennego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,
      dziękuję za bardzo ciekawe pytanie. Słusznie odróżnia Pan/i UB i SB. Bo nie jest wcale tak, jak dzisiaj chcą niektórzy, że obie te instytucje różniły się tylko nazwą. Nie, zmiana która się dokonała miała charakter fundamentalny. Po pierwsze, między UB a SB nastąpiła tzw. "opcja zerowa", co oznacza, że z UB zwolniono WSZYSTKICH, a z powrotem do SB przyjęto tylko NIEKTÓRYCH z UB. Bo nastąpiło zdecydowane zmniejszenie etatów. Była to więc de-facto porządna czystka. W jej wyniku, o ile mi wiadomo, trochę towarzyszy poszło nawet do więzienia, o czym dzisiaj raczej się nie pamięta.
      A co z tymi, którym udało się przejść z UB do SB. Jak oni się znajdowali w nowej rzeczywistości? Bardzo dobrze. Nie odczuwało się w codziennych kontaktach z nimi tego odium przeszłości. Oni też o latach '50 nie wspominali inaczej niż w anegdotkach, na przykład o piciu z kałamarzy. "Zlewało się atrament z kałamarzy, przepłukało i już były kieliszki, i można było pić. Ale niekoniecznie w komendzie, najczęściej brało się karabin (czyli długą litrową flaszkę), brało te kałamarze i szło pić na gruzy". Młodszym przypominam, że wówczas gruzów nie brakowało.

      A teraz Popiełuszko i Przemyk. Co do Popiełuszki, to jego zabójstwo było oczywiście kretyństwem kilku idiotów, i należało ich wszystkich sprawnie powywieszać. Natomiast co do Przemyka, to pobili go Milicjanci, a nie SB. I ich też należało sprawnie ukarać, najlepiej na otwartym dla publiczności procesie. Wiedział to już Machiavelli, o czym pisał explicite. Ale kretyn Kiszczak oczywiście Machiavellego nie czytał i zaczął kombinować, jak by tu sprawę zatuszować, żeby ratować "honor" MSW. Było to oczywiście równie skuteczne, jak ratowanie "honory" ciężarnej panny z dobrego domu.
      Ale teraz Kiszczak nie żyje, a o zmarłych podobno należy mówić albo dobrze, albo wcale.
      Więc ja wybieram "wcale".

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź. W sumie nie ma co się dziwić, że UBole poszli w odstawkę. Na samym początku władza komunistów była słabo umocowana, po lesie biegało zbrojne podziemie niepodległościowe i nie ma co się dziwić, że sięgnięto po sprawdzone metody walki z 'kontrrewolucją' i reakcją. Ale jak ten etap minął to taka brygada katów, sadystów i morderców mogła przeszkadzać wizerunkowo PZPRowi. Stalin po skończonych 'etapach' zwalał winę i likwidował swoich bezpieczniaków, zwłaszcza górne warstwy - u nas wersja soft.
      SB to takie nowe otwarcie i złagodzenie kursu.

      Co do Przemyka to nie wnikałem już która służba stała konkretnie za jego mordem. Chodziło mi ogólnie o wpadki służb PRL.

      A i chyba chodziło Panu o Jaruzelskiego? Bo Kiszczak żyje i ma się całkiem dobrze. Chyba, że to było freudowskie przejęzyczenie i Kiszczak jednak nie żyje a ten gość co kosi jego trawę na działce to jakiś agent-matrioszka :)

      Pozdrawiam

      Usuń
    3. O kurczę! Faktycznie, Kiszczak żyje! A ja już go pochowałem.... Nie wiem skąd mi się wzięło, że staruszek skonał.
      Noo.... to muszę sobie na nim poużywać póki wolno :)
      Dziękuję za korektę i pozdrawiam!

      Usuń
  4. Kiedy jakiś nowy wpis się pojawi czy to już koniec

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przygotowuję cały cykl, ale w głowie. Jest gorąco, ja siedzę na RODOS (rodzinne ogrody działkowe otoczone siatką) i odpoczywam. Proszę zaglądać co miesiąc, albo zasubskrybować bloga. Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Szanowny Panie,

    bardzo dziękuję za bloga, który poprawną polszczyzną i świetnym piórem dostarcza mi tyle wrażeń, wspomnień i informacji. Ten wpis jest mi szczególnie cenny ze względu na moją pracę. Jest jednak parę rzeczy, o które chciałbym Pana spytać "z czystej ciekawości" (licząc, że nie odpowie Pan jak koledze z innej historii :) ):

    - czy spotkał Pan kiedykolwiek swoich kolegów po fachu z innych krajów (bratnich lub nie) przy okazji jakichś działań?

    - czy miał Pan doświadczenia z prawdziwymi szpiegami lub agentami obcych krajów (zgaduję, że to wykraczało poza działalność Pana pionu, ale pisze Pan tylko o opozycjonistach i kryminalistach)? Czy tacy byli w ogóle identyfikowani?

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam,

      Dziękuję za miłe słowa i cieszę się, że podoba się Panu mój styl.

      Czy spotkałem kolegów z innych krajów? Ja nie. Nie w departamencie III, czyli opozycji wewnętrznej. Tu każdy kraj miał swoją specyfikę, budżet, metody, ludzi... nie byłoby sensu takich wymian robić. Może gdzieś na wyższych szczeblach. Ja w każdym razie takich doświadczeń nie miałem. Natomiast słyszałem o tym, że na przykład kontrwywiad szkolił się z kontrwywiadem rosyjskim. I że w ćwiczeniach "kto kogo lepiej będzie śledził" nasza obserwacja potrafiła wschodnim kolegom utrzeć nosa.

      Czy miałem doświadczenia z prawdziwymi szpiegami? Nie wykluczam, że tak. Ale obieg dokumentów był tak skonstruowany, że nigdy bym się tego nie dowiedział. Bo ja nie mogłem sobie ot tak za człowiekiem zacząć chodzić. Musiałem najpierw napisać do Archiwum z zapytaniem, czy nim się już ktoś nie interesuje. I zdarzało mi się, że dostawałem odpowiedź typu "nie zajmować się nim dalej", co mogło wskazywać, że człowiek pełni ważną rolę gdzie indziej - być może w wywiadzie.

      Całe szczęście dla mnie, ja byłem bardzo mało ciekawy. I jak coś takiego do mnie przychodziło, to o sprawie natychmiast zapominałem.

      Usuń
  6. Mnie zastanawia inna rzecz. Widać z Pana komentarzy jest jest Pan inteligentny i oczytany w różnych dziedzinach. Wcześniej napisał Pan, że wpajał opozycji "wyuczoną bezradność". Jak dziś widzę ludzi, to są oni aż za bardzo bezradni. Myślą, że różne siły zewnętrzne wszystko wiedzą i wszystko mogą a oni sami nic. Czy da się jakoś to doświadczenie i wiedzę przekuć w drugą stronę? Myślę, że współczesnym młodym przydałoby się to w kapitalizmie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozróżnijmy dwie sprawy. Ja sabotowałem konkretny obszar działań konkretnej grupy ludzi. Jeśli taki opozycjonista rzucił w kąt ulotki i poszedł np. nabijać zapalniczki, to ja mu nic złego nie robiłem, przeciwnie, mogłem nawet po cichu mu jakoś pomóc, byleby do tych ulotek nie wracał. Innymi słowy mówiąc nie zabijałem "ducha narodu", tylko "zapał opozycji do walki z ustrojem". To są dwie zupełnie różne sprawy, choć dzisiejsza telewizja wolałaby, żeby było inaczej.

      Co do dzisiejszych czasów... W pracy po SB miałem cały czas do czynienia z prywatną inicjatywą. I tą dużą (wielkie polskie spółki) i tą małą (małe sklepiki) i widziałem naprawdę dużo zaradności. Myślę, że UE i międzynarodowy kapitał tej naszej zaradności nie przewidział i trochę wymknęliśmy się im spod kontroli. Zobaczymy na jak długo.

      Natomiast faktycznie, jest część ludzi bezradnych. I zawsze była. Tylko w socjaliźmie staraliśmy się o nich jakoś dbać. Bodaj skierować do PGRu, albo na sprzątaczkę. I nie wmawialiśmy tym ludziom, że ponieważ im nie wychodzi, to są bezwartościowi. W dzisiejszym dyskursie medialnym jest inaczej.

      Ale przyznaję rację, że liczba tych bezradnych rośnie. I trudno się dziwić - niestabilne, niezrozumiałe prawo i systematyczne ogłupianie ludzi w mediach zbierają swoje żniwo. Możnaby to odwrócić, ale kapitalistom opłaca się to co jest - masa bezradnych konsumentów podatnych na manipulację obwiniająca samych siebie o wady systemu.

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź.
      Odnośnie ostatniego akapitu. Jak można to odwrócić? Owszem - prawo można dobrze zrobić i go nie zmieniać tak intensywnie. Zastanawiam się jednak nad tym, co można zrobić przeciw ogłupianiu ludzi?

      Usuń
    3. "co można zrobić przeciw ogłupianiu ludzi?"
      Nie wiem. Dopóki kapitalistom sie to opłaca, doputy status quo będzie trwać. Trzeba czekać albo na koniec opłacalności głupiego społeczeństwa dla kapitalistów, albo na koniec kapitalizmu. Ja wyczekuję drugiego wariantu, ale ja jestem komunistą, więc co ja tam wiem...
      :) Pozdrawiam!

      Usuń
    4. A co by Pan mi polecił jako odtrutkę na to ogłupianie?

      Co do komunizmu, to ja Pana nie rozumiem. Jak pytam ekonomistów to mówią, że gospodarka dużo lepiej funkcjonuje w kapitalizmie. Podają jako przykład żywność, którą przed 1990 rokiem kraje komunistyczne importowały a po 1990 nagle zaczęły eksportować.

      Usuń
    5. A co by Pan mi polecił jako odtrutkę na to ogłupianie?
      Jest sporo filmów na Youtube. Choćby Michael Moore "Kapitalizm moja miłość" albo "Sicko". Potem Youtube będzie proponował inne i można się nimi zainteresować. Proszę też spróbować książek z biblioteki. Ostatni hit: Piketty "kapitał w XXI wieku" jest bardzo nudny, ale otwiera oczy. Poza tym może Rifkin "europejskie marzenie"? Można czytać też Chomskiego.

      A co do gospodarki, która funkcjonuje lepiej w kapitalizmie... Zdefiniujmy gospodarkę. Jaką korzyść ma "gospodarka" z istnienia bibliotek? Gdyby ich nie było, ludzie musieliby kiążki kupować i "gospodarka" miałaby się lepiej. A gdyby nie było pociągów? Trzebaby budować więcej autostrad i samochodów - zwiększyłaby sie produkcja i gospodarka poszłaby w górę. A gdyby - dla odmiany - zacząć robić pończochy, które nie puszczają oczek i żarówki, które się nie przepalają (https://www.youtube.com/watch?v=QPPW8KM7eEU)? Gospodarka wiele by na tym straciła.

      Gospodarka rynkowa ma tą zaletę, że oferuje bodźce, często prowadzące do odpowiedniej allokacji zasobów. Źle się stało, że PRL nie wykorzystywał tego mechanizmu częściej. Ale on nie rozwiązuje wszystkich problemów, a wiele innych tworzy. Wolny rynek powinien być narzędziem, a nie celem samym w sobie. Najgorsze jednak jest to, że nie wiadomo, co to jest "wolny rynek". Dochodzi problem polityki fiskalnej i pieniężnej, ulg podatkowych/dotowania produkcji, dostępnośic kredytu, instytucji prawnych...

      Jeśli za cel postawimy sobie człowieka, z uśmiechem przywitamy masowy transport publiczny, trwałe ubrania i urządzenia, komputery, których nie trzeba wymieniać co dwa lata*. I w komunizmie byłyby aktywnie poszukiwane. Gospodarka rynkowa nie oferuje bodźców do takich działań, wręcz przeciwnie. A jak jeszcze przypomnimy sobie o monopolach i zmowach...

      Czy rządzący w systemie realnego socjalizmu popełnili jakieś błędy? Oczywiście! Mnóstwo. W szczególności ominęła nas rewolucja informatyczna (były na nas nałożone surowe sankcje technologiczne). Ale system mógł zostać zreformowany. Chiny pokazały, że to możliwe. Problem polegał na tym, że elity rządzące, a w szczególności ich dzieci, nie miały w sobie dbałości o ludzi i dały się ponieść własnemu egoizmowi. I zażądały od rodziców rozmontowania tego systemu licząc, że na tym, indywidualnie, dużo zyskają. Historia pokazała, że dzieci te miały rację.
      ------
      *piszę te słowa na komputerze z 2007 roku, który działa szybciej niż wiele dzisiejszych. Jak to możliwe? Mam sytem Linux Mint 17 XFCE. Darmowy, oczywiście)

      Usuń
  7. No coś takiego! A gdzie Ty się Człowieku tak przed ludźmi schowałeś?!? Ja rozumiem RODOS, ale przecież wypadało się pokazać tu czy tam, dać link. Tyle głupot się naczytałam, nadomyślałam się wręcz niemożliwe, a tu proszę! - gotowe i na tacy podane.
    Nie chciałam wierzyć, że tego Popiełuszkę to jednak nasi. Bo przecież kto może być taki głupi, żeby coś takiego zrobić? Co innego agenci watykańscy. W ich interesie to w końcu było.
    Ja wiem, ja się nie znam. Ale to, co jest niesamowite to to, że od razu czuje się Pana inteligencję, ten swobodny przepływ bioprądów przez Pana mózg i człowiek się nie męczy czytając. Ja sobie tak pozwalam, ale przecież jakoś to napisać muszę, jeśli chcę to napisać, czyż nie?
    Mam na laptopie vistę, otwiera się chyba z dziesięć minut co najmniej. Już podejrzewałam, że łączę się przez jakiś serwer siajej czy innej emajsiks.
    Ja cały czas wiedziałam, że polskie służby były w porządku. Poza tym w każdym kraju takie są, bo bez nich żadne państwo nie może istnieć.
    Cieszę się, że Pan pisze tak po prostu, bez uprzedniego tłumaczenia, że nie jest Pan wielbłądem.
    Teraz jestem zbanowana jeszcze tydzień na neon24, ale jak tylko będę mogła tam wejść, dam link do Pana bloga.
    Może już wrócił Pan z RODOS i będzie częściej coś ciekawego do pisania? Ja nie mam tu na myśli siebie, ale jeśli nie będą Polską rządzić osoby inteligentne, to będą nią rządzić idioci. Czy jak Pan to widzi?
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam!
      Dziękuję Pani za miłe słowa i cieszę się, że mogłem się trochę przyczynić do ukazania mojej służby w nieco innym świetle, niż się to zwykle przyjęło. Przygotowuję kilka wpisów, więc niedługo, może w poniedziałek, powinienem coś opublikować.
      Co do rządów osób inteligentnych i idiotów... długo się zastanawiałem, co Pani odpowiedzieć, bo zagadnienie nie jest takie oczywiste. W bajkach dla dzieci pokazuje się zwykle kraj, którym rządzi król. I jak król jest mądry, to lud ma dobrze. A jak jest głupi, to ludzie cierpią. I obraz ten do niedawna nie był tak daleki od rzeczywistości. Obecnie jednak zaczyna być inaczej.

      Mamy wiele sił, przed którymi kraje stopniowo kapitulowały. Są to między innymi banki, "rynki finansowe", "inwestorów zagranicznych", Komisję Europejską, "poprawność polityczną", "wspólną politykę sankcyjną" i wiele innych ograniczeń. I przez to nawet mądry król traci możliwość ruchu, możliwość działania. Oczywiście mądry król będzie umiał lepiej lawirować w tym systemie niż głupszy, ale i tak będzie miał problem.

      A jak już jesteśmy przy idiotach i inteligentach, jeszcze jedna uwaga. Politycy Unii Wolności (Geremek i inni) to ludzie bezsprzecznie bardzo inteligentni. Ale z głową w chmurach. W porównaniu z nimi przeciętne IQ PSLu wypada blado. Jednakże chłopy nie umieją głowy wsadzić w chmury, bo wiedzą, że albo zasieją, albo nie zasieją. Jak nie zasieją, to nie zbiorą, a żeby zasiać potrzebują ziarno i benzynę. I dzięki temu twardemu stąpaniu po ziemi potrafią dawać bardzo rozsądne propozycje.

      Więc oczywiście wolałbym, żeby ludzie wybierali mądrych rządzących. Ale też chciałbym, żeby ci rządzący mieli możliwość działania. Dlatego między innymi byłem przeciwny Euro w Polsce, jeszcze zanim Grecja pokazała całość niebezpieczeństw z nim związanych.

      Pozdrawiam!

      Usuń
    2. ninoczka
      nie dziwi mnie twój wpis
      toż ty stalinówka jesteś,
      modlisz się więc o inteligencję której wam brak

      Usuń
  8. poprawka:
    Może już wrócił Pan z RODOS i będzie częściej coś ciekawego do pisania?
    Może już wrócił Pan z RODOS i będzie częściej coś ciekawego do CZYTANIA?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ninoczka
      marzenia ściętej głowy
      mimo że rozbisurmaniliście się na tym Neonie 24 i mnie zbanowaliście
      potrafiłem też was utemperować
      ha ha
      trza się uczyć
      eSBeckie metody działają też w drugą stronę

      Usuń