poniedziałek, 10 listopada 2014

"Lojalka", "Deklaracja lojalności": jak traktowała ją Służba Bezpieczeństwa a jak opozycja demokratyczna

W stanie wojennym ciężkie brzemię władzy wzięło na siebie wojsko. Proces ten nie ominął również Służby Bezpieczeństwa. Najwyższe kierownictwo SB zostało wymienione na żołnierzy.

Na owoce tych zmian nie trzeba było długo czekać. Jednym z pierwszych była tzw. "deklaracja lojalności", jeden z najbardziej absurdalnych dokumentów w historii naszego kraju.

Dyskretna Reklama

Koniec Dyskretnej Reklamy

Dokument ten spadł na nas z najwyższych szczebli resortu. Kiedy zobaczyłem ją po raz pierwszy pomyślałem, że to jakaś pomyłka. Im więcej razy ją czytałem, tym mniej miała dla mnie sensu. Tekst brzmiał:

Oświadczenie:
Ja, niżej podpisany oświadczam i zobowiązuję się do zaniechania wszelkiej działalności szkodliwej dla Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, w szczególności do przestrzegania obowiązującego porządku prawnego.

Nie wiem ile musiałbym wypić, żeby wymyślić coś takiego. Ale wojskowi mają podobno mocniejsze głowy. No bo spójrzmy na ten tekst chłodnym okiem:

Dokument zawiera zobowiązanie do "przestrzegania obowiązującego porządku prawnego". Czyli do czegoś, do czego każdy obywatel i tak jest zobowiązany.  Zawiera również deklarację "zaniechania wszelkiej działalności szkodliwej dla polski". Wyjątkowo nieszczęśliwe sformułowanie (o czym za chwilę). No i na deser popis gramatyki ogólnowojskowej: "oświadczam i zobowiązuję się do..." Nie "oświadczam że zobowiązuję się do", ale właśnie "i ". Eh...

A dlaczego zobowiązanie do "zaniechania działalności szkodliwej" było nieszczęśliwe? Większość obywateli była zdania, że skoro żadnej szkodliwej działalności nie prowadzą, to nie mogą jej "zaniechać". I oczywiście mieli rację. Więc żeby zdobyć odpowiednią liczbę podpisanych deklaracji (a władza lubiła rosnące statystyki) musieliśmy przepraszać za zwierzchników z wojska i tłumaczyć, że "takie nam z centrali przysłali...".

Krótko mówiąc, dokument ten wydawał się nam ikoną ogólnowojskowego sposobu rozwiązywania zagadnień walki politycznej.

Najbardziej zdumiewające w całej sprawie jest jednak nie to, że taki dokument powstał. Po upojonych (między innymi) władzą wojskowych nie można się było wiele więcej spodziewać. Największą zagadką dla oficerów Służby Bezpieczeństwa było to, że "środowiska opozycyjne" uznały, że podpisanie tego debilnego kwitka to absolutny dyshonor i świadectwo złamania człowieka, dowód klęknięcia przed niesłusznym ustrojem i powód do dyskredytacji w środowisku.

Lojalka nie miała żadnego umocowania, chyba że mówimy o umocowaniu w teczce, żeby nie wypadła. Więc gdyby nasi opozycjoniści dokument ten zlekceważyli, podpisywali i dalej robili swoje, my mielibyśmy zdecydowanie więcej pracy. Jednakże, wbrew wszelkiej logice, podpisanie lojalki w "środowisku" zaczęto traktować na równi z podpisaniem "zobowiązania do współpracy", a więc do donoszenia na kolegów.

Poprzez ostracyzm tych którzy podpisali niesławną "deklarację lojalności"  opozycjoniści sami, bez sensu, osłabiali swoje szeregi. Proces ten obserwowałem ze zdumieniem wtedy, i ze zdumieniem obserwuję go do dziś.

Dyskretna Reklama

Koniec Dyskretnej Reklamy



6 komentarzy:

  1. A więc jednak, w tym wojskowym szaleństwie była metoda ;]

    OdpowiedzUsuń
  2. Fakt. Tekst debilny. Też nie znosiłem Kiszczaka i tych od niego debilowatych. Zawsze twierdziłem: Koniec rozumu - zaczyna się wojsko !!!

    OdpowiedzUsuń
  3. A mi się nieodmiennie podoba tekst z regulaminu wojskowego,a szczególnie rozdział pt znamiennym tytułem:
    ZASADY ŻOŁNIERSKIEGO ZACHOWANIA SIĘ

    Owe się jest w tym miejscu prześliczne.

    OdpowiedzUsuń
  4. Kiszczak, przez wszystkich SBekow, traktowany byl, jako zupelnie obce i niegramotne cialo, narzucone sila. Takoz i ja lawirowalem i kilka razy wymanewrowalem go w decyzjach, takich, jakie chcialem miec. Ale to osobny temat. - Fakt: konczy sie rozum - zaczyna sie wojsko.

    OdpowiedzUsuń