wtorek, 30 grudnia 2014

Ballada o niezłomnym opozycjoniście. Część 1 z 2

Czy znacie takie określenie "Człowiek niezłomnego charakteru?" W swojej pracy nie spotykałem ich zbyt wielu. Jednakże czasem i na takich trafiałem. Oto ballada o człowieku, który się ani Polsce Ludowej,  ani Służbie Bezpieczeństwa nie kłaniał.

Dyskretna Reklama

Koniec Dyskretnej Reklamy

Pewnego razu, jeszcze w stanie wojennym, mój przełożony oddelegował mnie do zajęcia się pewną "sprawą obiektową". Zgodnie z instrukcją pracy operacyjnej, sprawę taką zakładało się na "instytucje i zakłady (...) wymagające (...) ochrony operacyjnej przed wrogą działalnością". Czyli, rzecz nazywając po imieniu, był jakiś duży zakład pracy, czy nawet uczelnia wyższa, gdzie mogła narodzić się działalność opozycyjna. I naszym zadaniem było działalności tej zapobiegać, rozpoznawać ją, a jeśli wszystko inne zawiedzie - likwidować. 

Sprawę tą dostałem, bo w tamtym czasie ze statusu pracownika obiecującego zdążyłem już przejść na status wschodzącej gwiazdy. A na obiekcie sprawa nie wyglądała wesoło, bo pojawiły się na nim antypaństwowe ulotki. I choć sprawą zajmowała się już wcześniej cała grupa ludzi, to - niestety - ich wyniki były mizerne, bądź żadne. Trzeba było zawołać fachowca. Czyli mnie.
Objąłem więc kierownictwo nad wspomnianym wcześniej zespołem. Moi nowi podwładni nie byli mi jednak zbyt przychylni. Szybko zrozumiałem dlaczego. Gdyby mi bowiem wyszło, gdybym sytuację na obiekcie uspokoił, byłaby to moja zasługa i wykazałbym dotychczasową niekompetencję zespołu. Gdyby mi się jednak nie udało, okazałoby się, że "nic się nie dało zrobić", a ulotki na obiekcie to swego rodzaju dopust boży, który trzeba tolerować.

Zrozumiałem więc, że od zespołu na wielką pomoc liczyć nie mogę. I nie myliłem się. Wszystkie rozmowy o sprawie spełzały na niczym, dostawałem tylko jakieś ogólniki. Pozostała mi tylko analiza sporządzonych do tej pory akt. I na niej postanowiłem się skupić.

Analiza akt to praca długa i żmudna, ale nie traciłem nadziei, że koledzy coś przeoczyli. I faktycznie, kiedy już traciłem nadzieję, znalazłem jednozdaniową wzmiankę w notatce Tajnego Współpracownika: "Przechodząc korytarzem usłyszałem rozmowę Antoniego Abackiego z Bartłomiejem Babackim w której mówili coś o ulotkach". To było wszystko co miałem. Ale przecież i sekwoje rodzą się z małych ziarenek, a płomienie gorzeją od pojedynczej iskry. Postanowiłem działać. 

Bardziej od kolegów przydał mi się Stan Wojenny. Wojna bowiem dawała mi prawo przeszukania kogo chciałem, bez zbytniego martwienia się o powody czy preteksty. Szybko ustaliliśmy więc kim jest ów A.A i B.B., zdobyliśmy odpowiednie papiery, a następnego dnia, punktualnie o 6:00 rozpoczęliśmy przeszukanie. I faktycznie, u obu figurantów znaleźliśmy dokładnie te ulotki, o które nam chodziło. I jeszcze kilka innych. Wydawałoby się - sukces. Dla mnie jednak to był dopiero początek. Czułem bowiem, że A.A i B.B to za mało, grupa ta musi być większa. 

I tak na scenę wkracza obiecany, niezłomny opozycjonista. Był nim oczywiście A.A. Miałem na niego naprawdę mocne papiery. Na przesłuchaniu dowiedział się, że produkcja i kolportaż materiałów antypaństwowych to przestępstwo, za które idzie się do więzienia. Szczególnie w stanie wojennym, w którym sędziowie, w swej niezawisłości i osobistym sumieniu, stawali najczęściej po stronie panującej władzy. A pobyt w więzieniu w PRL nie wyglądał najciekawiej w CV. A jeszcze za przestępstwa polityczne? W dodatku państwowe zakłady pracy miały obowiązek sprawdzać oświadczenia o niekaralności. Najpierw więc tłumaczyłem mu długo i cierpliwie, jak bardzo zła jest jego sytuacja, by wreszcie w krótkich żołnierskich słowach tłumaczenie to podsumować: "Masz pan prze(rą)bane", czy jakoś tak.

Ale ja przecież nie chciałem jego kłopotów. Ja dbałem o polskich młodych inteligentów. Tak więc złożyłem A.A. propozycję łatwego wyjścia z sytuacji. Wystarczyła drobnostka: podpisać zobowiązanie do współpracy i od czasu do czasu donosić nam na kolegów. Niestety, otrzymaliśmy odpowiedź odmowną. Nawet w śledztwie nie chciał nam wskazać żadnego wspólnika mimo, że mogło to być okolicznością łagodzącą. Wówczas była to z pewnością postawa godna szacunku, zaś obecnie piękna karta w kombatanckim życiorysie bohatera. Na nasze szczęście jednak, jego opór kolegom niewiele pomógł. 

Bo widzicie, SB to nie tylko inteligentne rozmowy. Za nami stała cała moc resortowej kryminalistyki. Wystarczyło więc odpowiednio zabezpieczone ulotki przekazać do laboratorium tak, by uzyskać odpowiednie odciski palców. A z papieru zdejmuje je się względnie łatwo. Trzeba było jeszcze ustalić, czyje to odciski. I znowu - na pomoc przyszedł mi stan wojenny. Korzystając z różnorakich Osobowych Źródeł Informacji (w tym z Tajnych Współpracowników) szybko ustaliłem, z kim A.A. się kolegował. Teraz pozostawało kolegów tych wezwać na komendę, zdjąć ich odciski palców, porównać ze wzorcowymi, wypuścić nietrafionych i zatrzymać pozostałych. Aresztowanych przesłuchać, zachęcić żeby się przyznali ("My i tak wszystko wiemy, tak będzie dla was lepiej") i żeby wydali kolegów. I faktycznie, dwóch naszych zachęt posłuchało, choć tajnej współpracy podjąć nie chcieli. Cóż - nie można mieć wszystkiego. Ale w oparciu o ich zeznania złapaliśmy jeszcze kilku konspiratorów i w ten sposób cała grupa trafiła na ławę oskarżonych.

Czy dla mnie to był sukces? Cóż, jak się ma karty na trzy bez atu, to się szlema nie zrobi. Jasne, że wolałbym ich wszystkich powerbować. Ale nie wyszło. Musiałem więc cieszyć się sukcesem zastępczym, czyli obserwowaniem, jak nasi opozycjoniści idą do więzienia. A przy tak silnym materiale dowodowym (odciski palców, zeznania oskarżonych) obrońca mógł jedynie prosić o niski wymiar kary. Sąd się chyba do prośby tej przychylił, bo większość dostała marny rok. Dla nas więc rozwiązanie wyglądało jak w amerykańskim filmie. Źli ludzie (czyli opozycjoniści) trafili do więzienia, a my cieszyliśmy się uczciwie wypracowaną premią. 

I jak to z amerykańskimi filmami bywa, bardzo często produkuje się do nich część drugą. Już teraz zapraszam więc na "Balladę o niezłomnym opozycjoniście 2", która ukaże się za trzy dni. 

Dyskretna Reklama

Koniec Dyskretnej Reklamy



12 komentarzy:

  1. IPN swegio czasu wydawal serie ksiazek pod znamiennymi tytulami : Twarze Gorzowskiej Bezpieki, Twarze Poznanskie Bezpieki , Krakowskiej Katowickiej, Rzeszowskiej. Kazda z tych ksiazek wydawana byla w formie albumu ze zdjeciami funkcjoinariuszy, danymi personalnymi, datami urodzin, imionami rodzicow oraz krotkim opisem drogi zawodowej. Prosze napisac , co Pana zdaniem sklonilo IPN do takich publikacji, tym bardziej,ze jest to jawne i w pelni namacalne naruszenie prywatnosci tych osob, ich dobr osobistych oraz wizerunku i jako takie podlega sciaganiu w procesie cywilnym. pzdr /av/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż... jest to jedna z form walki ideologicznej. Chodziło zapewne o to, żeby pokazać, że SB nie była anonimową siłą, lecz że tworzyli ją konkretni ludzie, których można by nienawidzić.

      Ja, niestety, w odpowiedniej broszurze się nie znalazłem. Nie wiem czemu IPN mnie pominął. Przecież byłem jednym z nielicznych negatywnie zweryfikowanych oficerów i chyba jedynym w województwie, którego wywalili przed emeryturą i zabroniono do niej dosłużyć. Więc chyba byłem szczególnie podły. Ale mojego zdjęcia i życiorysu gnojki nie dali. A kolegę, który siedział w archiwum i kwity z lewej na prawo przestawiał umieścili. Wot, sprawiedliwość RP v. 3.0.

      Usuń
  2. Największym błędem popełnionym po transformacji ustrojowej był brak lustracji i dekomunizacji. To się mści po dzień dzisiejszy i dlatego w Polsce jest tak podle, jak jest.
    Autora tego bloga wywalono na zieloną trawkę, bo widocznie nie zbudował sobie odpowiednich układów; innym benificjentom poprzedniego ustroju żyje się doskonale, zdołali także w obecnej rzeczywistości mocno umocować swoje dzieci. System więc trwa w najlepsze, jedynie nazwa państwa się zmieniła, lecz tak jak było beznadziejnie w kraju, tak jest po dzień dzisiejszy. Efektem jest to, iż młodzi głosują nogami, czyli emigrują, szukając miejsca, gdzie się da normalnie egzystować.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przeczę, są byli członkowie PZPRu, którym się powodzi całkiem nieźle. I niektórym byłem SBkom też żyje się nieźle. Ale są i tacy, którym żyje się podle. Badań statystycznych na ten temat nie znam.

      Proszę pamiętać, że kapitalizm wynagradza myślenie i umiejętności. A wielu z nas cechy te posiadało. Dlatego zaproszono nas do służby. Tak - zaproszono, bo nie można było pójść do kadr i powiedzieć "Ja chcę pracować w SB". To SB wyszukiwała najzdolniejszych i proponowała im pracę. Sam parę takich talentów wylansowałem i kiedyś może coś o tym napiszę.

      Co do lustracji... nie wiem czy czytał Pan wpisy "Ostatnia deska werbunku" i "TW Słońce, LK Krzak", w których pokazuję, jak niesprawiedliwa musiałaby być ścisła lustracja.
      A poza tym pozostaje pytanie, czy gdybyśmy nawet powiesili te 100-150 tysięcy Polaków, ze mną na czele, za komunizm, to w jaki sposób poprawiłoby to losy Polski?

      Usuń
    2. Szanowny Panie Stary Bezpieku,
      W takiej lustracji nie chodzi o wieszanie sług komunizmu lecz po prostu ich ujawnienie, by nikt nie miał na nich haków. A jak ludzie chcą mieć u władz byłych agentów i TW to niech se mają, byleby wiedzieli kto co podpisał. Gen. Kiszczak sprytnie to wymyślił i zmontował obecny system, by w razie takiej totalnej lustracji (jak to raz zagroził Kwaśniewski) dostało się również tym co podpisywali "bez swojej wiedzy i zgody".

      Bardzo fajny blog. Bez zbędnego wybielania czy oczerniania. Czytam i polecam innym.

      Napisał Pan że jest zwolennikiem Stanu Wojennego. Może Pan napisać dlaczego?

      Usuń
    3. Po pierwsze dziękuję za miłe słowa. To moja najważniejsza motywacja do dalszej pracy.

      Po drugie: lustracja. "Niech Polacy wiedzą, co kto podpisał". Ale to ma tak naprawdę znaczenie wtórne. Bo mniej interesujące jest co podpisał, a bardziej interesujące co robił. A co robił, wiem najczęściej tylko ja. I nawet w dzisiejszych procesach lustracyjnych to moje zeznanie ma największą wartość. Mogę powiedzieć, że były agent nie przynosił żadnych wartościowych informacji i był "wypełniaczem statystyki", a mogę powiedzieć, że był kluczowym źródłem i dzięki niemu zrobiliśmy wiele ważnych spraw. Teoretycznie wyrok wydaje zawsze sąd, ale ja często się czuję tak, jakbym miał losy tej osoby w rękach.

      Taki los gotują sobie jednak tylko ci, którzy aspirują do stanowisk objętych obowiązkiem lustracyjnym oraz wpiszą, że z nami nie współpracowali. Bo jeśli się przyznają, to proces się nie odbywa. Gdyby to się działo na większą skalę... Ja bym z sądu nie wychodził chyba, zeznając kto co i jak.

      A poza tym w 1918 roku nie było lustracji i jakoś udało się zbudować niepodległe państwo Polskie, które jakiś czas sprawnie działało. A jeśli padło, to nie przez agentów, tylko przez idiotów. A na tych jeszcze w Polsce lustracji nie wymyślono.

      Usuń
    4. Teraz pokrótce o stanie wojennym. Dwie teorie. Pierwsza: Jaruzelski uchronił Polskę przed interwencją radziecką. Jestem właśnie świeżo po lekturze książki o Kuklińskim, gdzie autor podaje kalendarz kolejnych narad i spotkań najwyższych władz Polski i Rosji w roku 1980 i 1981. I wynika z niego, że Rosjanie bardzo chcieli wkroczyć. W Polsce spotkałem się z głosami, że może w 1980 chcieli, ale w 1981 roku już nie. Ta książka mówi coś zupełnie przeciwnego, a przecież nie pisał jej Jaruzelski tylko Amerykanin B. Weiser. Rosjanie chcieli tej interwencji (w towarzystwie Niemców i Czechów) tak mocno, że wybór był jeden. Czy sami mamy sobie zrobić wojnę, czy mają nam Rosjanie pomóc. Przy całej sympatii do ZSRR, ja wolę mieć polskie wojsko na ulicach, niż radzieckie.

      A teraz teoria druga. Żeby ją zrozumieć, proszę zajrzeć najpierw tutaj (nie umiem robić klikalnych, linków w komentarzach, proszę skopiować i wkleić): http://historia.focus.pl/wojny/europa-cel-pal-226.html

      Doktryna radzieckiej inwazji na Europę zakładała dwa rzuty strategiczne. Pierwszy wojskami stojącymi mniej więcej na zachód od wisły (Polska, NRD, Czechosłowacja) i drugi - na wschód od niej (Ukraina, Białoruś). II rzut strategiczny liczył 2 miliony żołnierzy w czołgach. 

      Zachód o tym wiedział i miał na to tylko jedną radę: zbombardować te czołgi bronią jądrową. Inaczej nie byłby w stanie ich powstrzymać. Oczywiście bombardowałby je na terytorium Polski, konkretnie na linii wisły (zasięg). To była słynna "atomowa kurtyna", dla nas: "atomowa pustynia".

      Rosjanie wiedzieli, że Zachód wie i kombinowali, jak by tu te 2 miliony żołnierzy prerzucić za Wisłę a potem za odrę nietknięte. I trafiła im się okazja: Solidarność. Mogliby nam przyjść z "Bratnią Pomocą" jak w Czechosłowacji. Bo takiej pomocy przecież NATO jądrowo zbombardować nie wypadło. Na Czechosłowację poszło 700 tysięcy ludzi, to posłanie na większą Polskę 2 milionów nie wzbudziłoby podejrzeń. A potem jak by już poszli, to by się zatrzymali po dwóch tygodniach na Atlantyku. Zakładano, że USA nie będzie jądrowo bombardować Europy wiedząc, że ryzykuje jądrowy odwet.

      Czy wojna była wówczas rozważana? Była. ZSRR był wtedy w stanie schyłku. Wiedział, że socjalizm zaczyna przegrywać zimną wojnę. Do tego w latach 80, kiedy retoryka i polityka USA wyraźnie się zaostrzyła. Rosjanie autentycznie bali się, że zostaną zaatakowani. I rozważali atak wyprzedzający. 

      Jaruzelski domyślał się, co kombinują Rosjanie. Długo więc sytuację przeciągał, przygotowując plany. Ostatecznie wyprowadził wojsko ale tak, że rosyjscy planiści widzieli, że to Polska stanie naprzeciw "II rzutu strategicznego" i będzie prowadzić walkę. Jaruzelski zajął magazyny materiałów pędnych i smarów, planowane rejony przemarszu armii i inne takie. Tak mi przynajmniej kiedyś jeden wojskowy opowiadał, ja nie umiem tego dobrze ocenić. W ten sposób Jaruzelski powstrzymał Rosjan przed atakiem na Europę i przed III Wojną Światową.

      Co sprawia, że jestem zwolennikiem Stanu Wojennego.

      Usuń
    5. Dziękuję za obszerną odpowiedź. Mi trudno stwierdzić czy ruskie by "weszli" bo jest wiele sprzecznych hipotez na ten temat. Stan wojenny być może uratował Polskę przed powtórką z Czechosłowacji ale na pewno ustanowił nową władzę w kraju czyli służby specjalne, głownie wojskowe. Skutki tego odczuwamy do dziś, co widać po aferach i różnych grupach trzymających władzę czy robiących interesy.

      Usuń
    6. Tak, zawsze to podkreślałem, okazja do reform w kraju podczas Stanu Wojennego została zmarnowana.

      Usuń
    7. Skoro Jaruzelski tak sprytnie wyprowadzil Rosjan w pole i stanem wojennym uratowal swiat przed III wojna, to dlaczego dowiadujemy sie o tym dopiero teraz od pana a nie na stronach jego nieumiejetnej proby wybielania swojej roli w tej calej historii?

      Tak tylko rzucam to pytanie gwoli wypracowania wlasciwej oceny tej hipotezy.

      Usuń
  3. Lustracja była potrzebna, żeby pańscy sprytniejsi koledzy oraz ich potomkowie przestali rządzić w Polsce. Niestety Solidarność była umoczona w przyjaźnie z Kiszczakiem i bała się pełnej lustracji, czego skutkiem jest dzisiejszy burdel.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piłsudski przejmując władzę nie zrobił żadnej lustracji. A domyślamy się, że carska Ochrana miała wielu wielu wielu dobrze uplasowanych agentów.

      Zapewniam Pana, że gdyby zrobić naprawdę porządną lustrację, z burdelu nie wyszlibyśmy nigdy. Wystarczy wspomnieć Macierewicza i jego WSI którym destabilizuje państwo od 25 już lat. Czy to długo? Za ten czas polska Piłsudskiego zdążyła już przestać istnieć.

      Usuń