sobota, 27 grudnia 2014

Wyposażenie osobiste oficera SB

Jako funkcjonariusz Służby Bezpieczeństwa, w dniu przyjęcia do pracy otrzymałem wyposażenie osobiste. O ile mi wiadomo, nie różniło się ono zasadniczo od wyposażenia milicji i obejmowało:

Dyskretna Reklama

Koniec Dyskretnej Reklamy

  • Maskę gazową ogólnowojskową
  • Pałkę gumową (taką białą, milicyjną)
  • Kajdanki
  • Pistolet P-64 wraz z kaburą
  • Latarkę (na płaską baterię R12 z możliwością sygnalizacji)
  • Gaz łzawiący w sprayu

Jak bardzo wyposażenie to było przydatne w mojej pracy?

Dla mnie najbardziej przydatna okazała się, wbrew pozorom, maska gazowa. A raczej jej futerał, który był na tyle duży, że mógł pomieścić wszystkie wymienione przedmioty. Nawet milicyjną pałkę, pod warunkiem, że się ją odpowiednio wygięło. I taki pakuneczek mogłem spokojnie położyć na dno mojej kasy pancernej, przykryć papierami i nie zawracać sobie nim głowy.

Jeśli po pakuneczek sięgałem, to tylko po to, żeby przeczyścić i naoliwić broń. Bo taki miałem obowiązek. Miałem też obowiązek co jakiś czas strzelać, ale niekoniecznie z własnego pistoletu. Strzelałem więc z cudzego, dzięki czemu mogłem nie wynosić mojego poza gabinet.

Strzelcem, jak być może się domyślacie, byłem fatalnym — ledwo udawało mi trafiać w tarczę. Zabawne jednak, że pierwszy strzał niemal zawsze udawał mi się bezbłędnie. Przekonywałem wtedy kolegów, że to jest ten strzał, o który chodzi, a reszta nie ma znaczenia.

Tak więc pistolet miałem przy sobie może trzy razy. Ale to przez Kiszczaka, bo nam kazał w stanie wojennym pod bronią chodzić. Po dwóch dniach jednak stwierdziliśmy, że to bez sensu i przestaliśmy się zalecenia tego słuchać. Ciąży takie żelastwo pod pachą, szelki od kabury swędzą i marynarki normalnie zdjąć nie można, bo się z takim gnatem na koszuli wygląda jak jakiś kretyn z amerykańskiego filmu. Stwierdziliśmy więc z kolegami, że jak przyjdzie co do czego, to się damy opozycji obić, przynajmniej będzie renta i może jakiś medal za odwagę, czy coś. Także na trzeci dzień pistolet wraz z kaburą wylądował z powrotem w futerale od maski gazowej.

Choć teraz przypominam sobie, że był jeden element wyposażenia, który w pewnym sensie mi się przydał. Był to mianowicie pojemnik z gazem łzawiącym w sprayu. A przydał mi się w ten sposób, że dałem go żonie, żeby sobie w torebce nosiła. Tak, dla bezpieczeństwa. I w ciągu tych kilku lat gdy go przy sobie miała, raz nawet po niego sięgnęła!

Było to zimą, gdy nadspodziewanie późno wracała do domu. Zauważyła wówczas podejrzaną postać: przygarbionego faceta, ledwo oświetlonego bladym światłem ulicznej latarni. Facet najpierw wyraźnie zwrócił na nią uwagę, a następnie zaczął powoli iść w jej kierunku. Wtedy właśnie, po raz pierwszy w życiu, żona zdecydowała się sięgnąć od kieszeni płaszcza po pojemnik z gazem. I prawdopodobnie byłaby go użyła, gdyby facet w porę się z nią nie przywitał. Bo tym zgarbionym człowiekiem byłem ja. Nie mogąc się doczekać powrotu żony, postanowiłem wyjść jej na spotkanie. Tak więc o mało co sam nie stałem się ofiarą własnego wyposażenia.

Kiedy z pracy mnie wywalali, wyposażenie musiałem oczywiście zdać. Nakłamałem, że gaz łzawiący zgubiłem (i tak był o całe lata przeterminowany) i zapłaciłem jakąś drobną karę. Natomiast milicyjna pałka, od ciągłego przechowywania w futerale od maski gazowej, wygięła się trwale w rogalik i nie można było już jej wyprostować. W łaskawości swojej jednak nowa władza nie obciążyła mnie kosztami zniszczenia państwowego sprzętu. Zresztą, wkrótce na wyposażenie i tak weszły czarne, amerykańskie i kapitalistyczne pałki. Już nie milicyjne, tylko policyjne.

Dyskretna Reklama

Koniec Dyskretnej Reklamy



7 komentarzy:

  1. Ja tylko w kwestii formalnej. Maska, nawet w czasach siermiężnego, polskiego socjalizmu, była (przynajmniej w założeniach) PRZECIW gazowa... Pozdrawiam i wracam do pasjonującej lektury czekając na więcej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, trudno z komentarzem się nie zgodzić. Ale na razie nie będę poprawiał, choćby po to, by czytelnicy wiedzieli, o czym była mowa w Pana/Pani komentarzu. Może, jak tego bloga będę w książkę zbierał to poprawię...
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Szukam działu BLUZGI i nie widzę.
    Jak to tak?
    Bez bluzgów?
    Sam bym coś dorzucił.
    Nie wrzucają bluzgów?
    Nie należy ich wyrzucać, ale publikować, bo blog traci autentyczność.
    Janek Styropianek
    Z Firmowym pozdrowieniem Czuwaj!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, że dopiero teraz zauważyłem Pana komentarz. Niemniej jednak odpowiadam niezwłocznie.

      Pisze Pan, żeby nie cenzurować "bluzgów", czyli niestosownych komentarzy. Otóż - co i dla mnie jest pewną niespodzianką - jak dotąd żadnych wulgarnych komentarzy nie otrzymałem. Czy usuwam komentarze? Zrobiłem to tylko raz i to nie z powodu niestosowności wpisu, lecz z uwagi na naruszenie prywatności zainteresowanych.

      Osobiście jestem dumny z wysokiej kultury czytelników. Napawa mnie to dumą i przywraca mi wiarę w ludzkość.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  3. A co z pałkami teleskopowymi? Wiem, że pewna ich ilość była na wyposażeniu "tajniaków".

    OdpowiedzUsuń
  4. Blogi to świetna sprawa i można rozszerzać swoją wiedze. Lecze nie każdy blog jest konkretny, a ten jest na prawdę dobry, polecam!

    OdpowiedzUsuń
  5. Potwierdzam, Pana słowa. Mój ojciec również miał takie wyposażenie, które zalegało na dnie szafy. Przez pewien okres miał też na stanie Raka.

    OdpowiedzUsuń